Geneza programu

Ostatnich kilka miesięcy poświęciłem na opracowaniu projektu połączenia niesamowitego świata zwierząt z programem edukacyjnym przy wykorzystaniu nowoczesnej technologii. Nasza fundacja od początku jej powstania działa z pożytkiem dla dzieci oraz naszych „futrzanych przyjaciół”. Ponad rok temu dotknęła mnie osobista tragedia, gdyż u mojego 8 letniego Synka, który beznamiętnie rozkochał się
w zwierzętach zdiagnozowano śmiertelną chorobę – dystrofię mięśniową Duchenne`a. Wizyty z przegranym na starcie dzieckiem w klinikach, w których lekarze pomimo wysiłków nic nie mogą zrobić, to lekcja życia, z której by nie wpaść w obłęd należy wyciągnąć naukę.

Uczestnicząc z Synkiem w badaniach klinicznych poznaje codziennie dziesiątki dzieci, ich marzenia oraz potrzeby. Dzieci przewlekle chore pragną pochłaniać wiedzę, uwielbiają słuchać i odkrywać nowe doznania. Poznawanie nowego wiąże się tu jednak z wieloma barierami.

Prócz barier oczywistych takich jak brak możliwości chodzenia, czy spędzanie życia na leżąco pojawia się także towarzyszący często chorobom ubytek życiodajnej energii. Większa część dzieci, które los dotkliwie
i boleśnie doświadcza nigdy nie zobaczy lasu, oceanu, fabryki czekolady, nigdy nie pójdzie do ZOO, czy do teatru.

Brak czasu, brak finansów, często katastrofalne depresje rodziców, które nieprzełamane blokują eksploracje świata, to ich codzienność, a ja poznaję ją jako przymuszony obserwator z tygodnia na tydzień.

Po informacji o chorobie mojego Synka rozmyślałem nad tym, czy przekazać prowadzenie fundacji moim współpracownikom. Pewnego dnia usłyszałem od mojego 8 letniego dziecka: „Tatusiu, ale Ty przecież nie możesz zostawić tych niedźwiadków, ja będę Ci pomagać, razem im pomożemy, one Cię potrzebują, tak jak inne zwierzątka”

W mojej głowie zrodził się wkrótce pomysł. Pomysł tak realistyczny i tak przyziemny, że postanowiłem ułożyć program, który obejmie chore dzieci i jednocześnie połączy je ze światem zwierząt, wykorzystując edukacje
i najnowsze technologie.